Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/victoria.w-wyrob.malopolska.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
ele serc w

właściciel go nie przerejestrował.

ele serc w

wiem, że leci. Do mnie też dzwoniła, kiedy ty nie odbierałeś. Wyślemy po nią policjanta.
- ...o Boże, Caitlyn, ona nie żyje. Mama nie żyje! - Głos Hannah zadrżał, przechodząc w gwałtowny, rozdzierający szloch. Caitlyn znieruchomiała za biurkiem, oderwana od pracy nad projektem. Nie szło jej najlepiej; denerwowała się przed dzisiejszym spotkaniem z prawnikiem, a na dodatek dręczyły ją niejasne myśli i sprzeczne uczucia wobec Adama. - Poczekaj. - Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. - Uspokój się. - To musi być pomyłka. Musi. Może Hannah znów brała jakieś narkotyki. Już kiedyś przedawkowała LSD, może ma halucynacje. - Mama jest w szpitalu. Pamiętasz? Ma tam doskonałą opiekę i... - I nie żyje! Nie rozumiesz? Nie żyje! Caitlyn pokręciła głową. Owszem, matka była schorowana, ale przecież leżała w szpitalu, pod dobrą opieką i właśnie dochodziła do siebie. - To nie może być prawda. - Ale jest, na miłość boską! Prawdopodobnie ktoś ją zabił. - Zaraz, zaraz, to coś nowego! - Naprawdę? Naprawdę tak myślisz? Nie widzisz, co się dzieje? - wykrzykiwała Hannah. - Wiem, że już było lepiej, jej stan się stabilizował, tak mówili lekarze, a potem... potem... Troy odebrał rano telefon ze szpitala, dzwonił lekarz dyżurny, powiedział, że mama umarła we śnie. Jak? Jak to się mogło stać? Caitlyn, oszołomiona, odchyliła się na krześle. - Nie wiem. Jesteś pewna? - Zadzwoń sama do tego cholernego szpitala, jeśli mi nie wierzysz. - Hannah znów się rozpłakała i dopiero teraz do Caitlyn dotarło, że matka naprawdę nie żyje. Poczuła wielki ciężar na sercu. Matka nie żyje? Czy to możliwe? - Była... była chora. Może po prostu odeszła. - Tak, akurat! - Hannah głośno pociągnęła nosem. - Myślę, że ktoś jej pomógł. Dlaczego nie zadziałała ta pieprzona nitrogliceryna, co? A Amanda - myślisz, że to zbieg okoliczności, że w tydzień po śmierci Josha miała wypadek? Nie, to jest celowa robota. Ktoś do nas strzela jak do kaczek, po kolei. Caitlyn zmroziło krew w żyłach. Hannah powiedziała głośno to, o czym ona sama bała się nawet myśleć. Ktoś systematycznie zabija członków ich rodziny. Ale kto? Kto chciał ich śmierci? A ty, Caitlyn? To ty masz kłopoty z pamięcią. To w twoim pokoju było pełno krwi. - Co mówią w szpitalu? - zapytała, odpychając natrętne oskarżenia. - Nie wiem. Troy ma zadzwonić do lekarza dyżurnego i do doktora Fellersa, ale myślę, że w szpitalu będą chcieli chronić własne tyłki. - Jesteś sama? - Tak, jeśli nie liczyć Lucille. - Ona też się liczy. Jak to znosi? - Już zaczęła pakować swoje rzeczy - powiedziała Hannah głosem pełnym dezaprobaty. - Co takiego? - Słyszałaś. Natychmiast kupiła bilet w jedną stronę na Florydę. Powiedziała, że nie ma powodu, dla którego miałaby tu zostać. Nie ma tu własnej rodziny. Jej córka nigdy do niej nie dzwoni i nie przyjeżdża, a teraz jeszcze odeszła mama, więc Lucille przeprowadza się do swojej siostry. - Tak szybko?
Poczuła więź z Jennifer, nawet teraz, gdy od tak dawna nie było jej wśród żywych.
– A co się stało z samochodem?
I znów wydawało jej się, że coś słyszy.
– To jest łódź – powiedział stanowczo, choć każde słowo raniło do krwi. Jak mógł być tak
Ale nie zwracała na niego uwagi, zbiegała ze wzgórza niebezpieczną ścieżką.
Cisza. Zero odpowiedzi. Kristi zrobiło się zimno.
Montoya łypnął groźnie i zacisnął dłonie na kierownicy. Odebrał.
– Wiem.
idę o zakład, że te materiały też są czyste, ale i tak sprawdzimy, może będą jakieś odciski albo
Skoro pragnęło jej tylu mężczyzn, jakim cudem wyszła za maż, rozwiodła się i
Rozległ się ogłuszający, przenikliwy gwizd, bała się, że popękają jej bębenki w uszach.
stałych klientów. Jego wynajęty samochód, pontiac starszego faceta w cyklistówce, brązowy

pytań na temat pani samochodu – zwrócił się do Yolandy.

Santa Monica.
Walcz!
Musiała zasnąć, bo otworzywszy oczy, ze zdumieniem ujrzała słońce wschodzące nad
– Wiem... Wiesz, co mam na myśli. Kobieta w samochodzie. Była do niej bardzo
udało się zatrzymać sprawcę. Montoya właśnie kończył raport, gdy zadzwonił Ralph Lee z
Dziecko?
czuje ciężar broni.
O1ivia była wściekła. Zmarznięta i przemoczona, wycelowała obiektyw porywaczkę, –
macza w tym palce? – Montoya zaklął po hiszpańsku i dodał:
słyszała, ale nie sprawi wariatce tej satysfakcji. Łódź zatrzeszczała niebezpiecznie.
– Nie chcę się kłócić – powiedziała, wyciągając rękę do lampy. Przez chwilę leżała
basen, jeśli ktoś sobie życzył.
Salazar. – Przepraszamy za najście, ale...
się. W końcu. Dobrze. Bentz nie odrywał dłoni do kierownicy. Wreszcie ją dorwie.
– Nie.

©2019 victoria.w-wyrob.malopolska.pl - Split Template by One Page Love